Gdy przylatujesz do stolicy Kenii Nairobi od razu rzuca Ci się w oczy ogromna dysproporcja pomiędzy nędzą a bogactwem. W tym ponad czteromilionowym mieście – jednej ze stolic Afryki widzisz sąsiadujące ze sobą i za razem kontrastujące nowoczesne wieżowce i ogromne slumsy ciągnące się aż po horyzont. Widzisz obok siebie na ulicy i ludzi nowocześnie i modnie ubranych jak i tych którzy buty mają nie do pary, ot jeden znaleziony na śmietnisku a drugi ukradziony gdzieś ze straganu. Widzisz to wszystko i widzisz, że te światy żyją obok siebie, ale nie razem. Ale jest jedno miejsce, które łączy tych ludzi. Miejsce, do którego wcześniej czy później trafia każdy z nich. No może oprócz tych najbogatszych. Tym miejscem nie jest Safari. Tym miejscem jest Matatu. I Kenia jest z niego dumna!

Do lat 60tych w stolicy Kenia funkcjonowała miejska spółka transportowa która całkiem dobrze radziła sobie z transportem ludzi. Linie autobusowe i tramwajowe wytyczone jeszcze podczas okupacji brytyjskiej pokrywały większą część miasta. Ale wówczas Nairobi liczyło sobie 300 tysięcy mieszkańców. Podobnie, ile dziś Rzeszów.
Już dekadę później w miesicie mieszkał ponad milion a dziś grubo ponad 4 miliony. Niestety za wzrostem liczby mieszkańców nie nadążała administracja miejska. Ani liczba autobusów ani tramwajów nie zwiększyła się a tabor z roku na rok był coraz bardziej przestarzały. Sprawy w swoje ręce wzięli zatem sami mieszkańcy i tak rozpoczął się gwałtowny wzrost ilości taksówek i busików które za dosłownie 3 grosze woziły podróżnych z miejsca na miejsce. I tak narodziło się w Nairobi Matatu, co dosłownie w języku Suahili oznacza „Za 3 grosze”
Ale Matatu to nie zwykły byle jaki busik jaki znamy my z polskich realiów. Matatu są przy naszych busikach kolorowe, wręcz wrzaskliwie kolorowe a przy okazji głośne, bardzo głośne. I nie mam tu na myśli braku tłumików czy zdezelowanych silników paskudnie smrodzących w całej okolicy choć i niestety takich tu pełno.

W Nairobi modną muzykę słychać na każdym rogu. Wypchane ludźmi i bagażami minibusy rozwożą po mieście nowe trendy. Z głośników płyną rymy, a na karoseriach lśnią wizerunki słynnych gwiazd muzyki i szeroko rozumianej kultury masowej a także efektowne graffiti. Amerykańskie gwiazdy hip-hopu i r&b mogą się czuć w Nairobi jak u siebie. Ich piosenki wylewają się na ulice z samochodowych głośników, z barów i powciskanych między biurowce sklepików. Nastolatki, nawet te, których nie stać na kupno płyt ani na radioodbiornik, są na czasie. W kieszeni zawsze znajdą się jakieś drobne na bilet, a że rozbrzmiewające przebojami minibusy, czyli matatu, długo tkwią w korkach, czasu jest dość, by zaktualizować muzyczną wiedzę.
Oprócz prowadzących je szalonych kierowców, słynących z fantazji w łamaniu przepisów, obecni są konduktorzy – naganiacze. Im głośniejsi, tym lepsi bo konkurencja nie śpi. Wykrzykują trasę, wisząc w powietrzu. Jedną ręką trzymają się drzwi wozu, w drugiej ściskają tabliczkę z numerem. Wyskakują, gdy samochód hamuje, wyrzucają na chodnik bagaże. Pomagają wysiąść, ale już nawołują kolejnych chętnych. W ulicznym zgiełku ludzki głos czasem zawodzi. Co innego muzyka z niektórych matatu dudnią pop, soul, rap które kuszą młodych pasażerów, z innych etniczne brzmienia przyciągają elegancko ubrane towarzystwo.
Ale zwykle nie ma czasu na kapryszenie, więc z okienek busów oklejonych wizerunkami raperów: 50-Centa czy Jaya-Z wyglądają matki z dziećmi. Obok w szczelnie pokrytym graffiti nissanie rytmicznie kiwają głowami studenci. Nie wiadomo, czy karoseria drży od hiphopowych bitów, czy to tylko złudzenie wywołane rozgrzanym w upale powietrzem. Pewne jest, że hip -hop ma się tu świetnie. Fala popularności amerykańskich muzyków spowodowała także rozkwit lokalnych gwiazd rymujących w łączącym angielski i suahili slangu zwanym sheng. Ale i tak królują sławy zza oceanu. Nieżyjący od ponad dekady nowojorski raper Tupac Shakur nawet w rodzinnym Harlemie nie cieszy się takim powodzeniem. Tu zdobi maski, drzwi i tylne klapy matatu. Spogląda swymi zamglonymi oczami na mieszkańców Nairobi częściej niż jakakolwiek muzyczna sława.

Ale nie on jeden. Ma solidną konkurencje w osobie… Baraka Obamy – symbol dumy mieszkańców Kenii. Po jego dojściu do władzy w Ameryce tu na czarnym lądzie znaczenie słów „Yes, We can” nabrało nowego i silnego znaczenia. Toteż nie ma się co dziwić, że dla reklamy swoich toyot czy nissanów wielu właścicieli zamalowało dotychczasowe gwiazdy rapu na rzecz Czarnego Prezydenta. Inną gwiazdą, o której ciężko nie wspomnieć jest Jezus. Tak właśnie.
Nie wszystkie bowiem Matatu nawiązują swoim stylem do muzyki czy świata polityki. Czasem podkreślają kwestię wiary. I dlatego w Nairobi które liczy sobie ogromną rzeszę chrześcijan jak i muzułmanów czy hindusów wątków religijnych nie brakuje. Ciekaw tylko jestem czy pobożny muzułmanin odważy się wsiąść do Matatu na którego nadkolach widnieje wizerunek uśmiechniętej Madonny z dzieciątkiem i napisem „Jesus love You”

A jak wygląda podróż samym Matatu. No cóż, nie jest drogo. Koszt w zależności od trasy wacha się od 100 do 300 szylingów, czyli od dolara do trzech. Miejsca w środku jest mało a fotele bywają różne. Niektóre to de facto drewniane ławki, ale zdarzają się i całkiem wygodne wymoszczone kanapy na których podróż bywa i wygodna co jest nie bez znaczenia ze względu na jakość dróg w stolicy. Dziury tu bywają zatrważająco głębokie a progów zwalniających jest także sporo. Nie zawsze jednak kierowcy przed nimi hamują co oczywiście skutkuje wieloma w czasie podróży podskokami.
Osobiście mogłem pozwolić sobie na całodzienną podróż Matatu. Jeździłem bez celu a to jednym a drugim busikiem. Chciałem w ten sposób poznać i zobaczyć jak najwięcej. Chciałem z bliska przyjrzeć się mieszkańcom stolicy i zrozumieć, jak funkcjonują na co dzień. Matatu okazało się być wyśmienitą do tego okazją.
Kordian Eli Gdulski to doświadczony podróżnik, przewodnik turystyczny i autor artykułów podróżniczych, który przemierzył dziesiątki krajów na kilku kontynentach, odkrywając zarówno wielkie metropolie, jak i dzikie, nieodkryte zakątki świata. Jest założycielem i właścicielem biura podróży Eli Trips, z siedzibą w Chicago, które specjalizuje się w organizacji wyjątkowych wypraw po Stanach Zjednoczonych i innych fascynujących zakątkach świata. Jako przewodnikłączy dogłębną wiedzę historyczną z osobistymi doświadczeniami, oferując podróże pełne pasji, autentycznych spotkań i niesamowitych przygód. Jego artykuły podróżnicze wyróżniają się wnikliwą obserwacją, autentycznym stylem oraz zdolnością do uchwycenia magii miejsc, które odwiedza. Dzięki swojej wiedzy, charyzmie i nieustannej ciekawości świata inspiruje innych do odkrywania nowych horyzontów i przeżywania podróży, które zostają w pamięci na całe życie.

#Kenia #Afryka #Nairobi #Matatu #podróż #3



